Ogień poparzył mu całe ciało
Ogień poparzył mu całe ciało


Mikołaj Wróblewski

Polska, Tworzanice

Leczenie

Cel:
0zł z 100 000zł zebranych
... HISTORIA
Jeszcze niedawno mój 11-letni wnuk Mikołaj żył tak, jak powinno żyć dziecko w jego wieku. Miał swoje plany, zainteresowania, uśmiechał się, żartował. Nie wiedzieliśmy, że wystarczy jedna chwila, aby nasze życie zamieniło się w walkę o to, czy Mikołaj przeżyje.
W czerwcu wydarzył się tragiczny wypadek. Zapaliła się syntetyczna koszulka, którą Mikołaj miał na sobie. Ogień błyskawicznie objął jego ciało.
Mikołaj doznał rozległych oparzeń III stopnia. Ogień poparzył ogromną powierzchnię jego ciała – od okolic bioder, przez tułów, ramiona i dłonie, aż po szyję i twarz.
Trafił na oddział intensywnej terapii w stanie zagrażającym życiu. Lekarze wprowadzili go w śpiączkę farmakologiczną.
Zaczęło się czekanie. Czy przeżyje kolejną dobę? Czy jego organizm wytrzyma następną operację? Czy uda się uratować poparzone tkanki?
Jestem jego dziadkiem i opiekunem prawnym. Patrzenie na cierpienie własnego wnuka i świadomość, że nie można go od niego uwolnić, to doświadczenie, którego nie potrafię opisać.
Operacja za operacją. Przeszczep za przeszczepem
Rozległe fragmenty poparzonego ciała zostały objęte martwicą. Mikołaj zaczął przechodzić kolejne ciężkie, wielogodzinne operacje oraz przeszczepy – z wykorzystaniem skóry, skóry sztucznej i materiału hodowanego z komórek.
Podczas jednej z pierwszych operacji konieczne było podanie dużej ilości krwi i osocza. Lekarzom udało się ustabilizować jego stan, ale wiedzieliśmy, że to dopiero początek.
Przez kolejne tygodnie Mikołaj walczył. W końcu został wybudzony ze śpiączki. Zaczął reagować, później rozmawiać, jeść normalne posiłki, nawet żartować. Po tygodniach strachu zobaczyliśmy jego uśmiech.
Wydawało się, że najgorsze powoli zostaje za nami.
Niestety, na początku sierpnia pojawiły się kolejne komplikacje. W organizmie Mikołaja rozwinęły się bakterie powodujące infekcje następnych fragmentów tkanek – również tych, które były już operowane i gdzie wykonano przeszczepy. Jego wyniszczony organizm wymaga przetaczania krwi i innych preparatów. Lekarze muszą reagować natychmiast, aby infekcje nie zniszczyły efektów dotychczasowego leczenia.
18 sierpnia pojawił się kolejny poważny problem
Po dzisiejszym zabiegu dowiedzieliśmy się, że lista problemów, z którymi mierzy się nasz wnuk, niestety znowu się wydłużyła.
Mikołaj przeszedł tracheotomię, aby umożliwić mu bezpieczne oddychanie.
Wcześniejsze oparzenia objęły również szyję. Blizny, przeszczepy oraz uszkodzone tkanki utrudniają prawidłową pracę tego obszaru. Sytuacja stała się na tyle poważna, że lekarze musieli wykonać zabieg i zapewnić Mikołajowi bezpieczną drogę oddychania.
To kolejna procedura medyczna, kolejna ingerencja w jego wyniszczony organizm i kolejny powód do strachu.
A już w piątek Mikołaja czeka następna operacja.
Nie wiemy, ile jeszcze takich dni jest przed nim. Ile zabiegów. Ile komplikacji. Ile bólu będzie musiał znieść.
Ta historia nie wydarzyła się wiele lat temu. Ona dzieje się właśnie teraz.

A przecież ten chłopiec już wcześniej musiał walczyć
Najbardziej boli mnie to, że los nie oszczędzał Mikołaja także wcześniej.
Miał zaledwie dwa lata, kiedy został powierzony naszej opiece. Jego biologiczni rodzice nie byli w stanie zapewnić mu bezpieczeństwa ani właściwej opieki. Zostali pozbawieni praw rodzicielskich. Matka nie utrzymuje z nim kontaktu. Ojciec – mój syn – również nie uczestniczył w jego wychowaniu.
Razem z żoną stworzyliśmy Mikołajowi rodzinę zastępczą i zostaliśmy jego opiekunami prawnymi.
Uczyliśmy go zaufania, bliskości, budowania relacji. Z czasem pojawiły się kolejne trudności. U Mikołaja zdiagnozowano spektrum autyzmu. Potrzebował specjalistycznej pomocy, ogromnej cierpliwości i codziennej pracy.
Robiliśmy wszystko, aby pomimo trudnego początku dostał wreszcie szansę na bezpieczne dzieciństwo.
I wtedy przyszedł ten wypadek.

Dziś nie proszę dla siebie. Proszę o pomoc dla mojego wnuka
Nawet jeśli uda się zakończyć obecny etap leczenia, to nie będzie koniec walki. Przed Mikołajem miesiące, a prawdopodobnie lata rehabilitacji i specjalistycznej opieki.
Potrzebne będą konsultacje, dojazdy do placówek medycznych, specjalistyczna odzież uciskowa, kosztowne środki do pielęgnacji skóry, sprzęt potrzebny do rekonwalescencji. Musimy również dostosować nasz dom do jego nowych potrzeb – kupić odpowiednie łóżko, bezpieczne wyposażenie czy klimatyzację.
Już w szpitalu usłyszeliśmy, że koszty mogą sięgać setek tysięcy złotych. Pierwszym celem jest 100 000 zł.
Nie jesteśmy w stanie zebrać takiej kwoty sami.
Dlatego jako dziadek, rodzina zastępcza i opiekun prawny Mikołaja proszę Was o pomoc.
Pomóżcie nam zapewnić mu leczenie i rehabilitację. Pomóżcie 11-letniemu chłopcu, który właśnie teraz mierzy się z bólem, kolejnymi operacjami i konsekwencjami rozległych oparzeń.
Nie mogę obiecać Mikołajowi, że wszystko będzie dobrze. Mogę tylko zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby dostał największą możliwą szansę.
Ale do tego potrzebujemy Waszej pomocy.
Marek Wróblewski








Add Comment